Hej! Szczęść Boże! 
Piszę te słowa z perspektywy osoby, która nie uczestniczy już aktywnie w życiu KSM. Wydaję mi się jednak, że dzięki temu mogę spojrzeć na tę wspólnotę nieco inaczej niż wcześniej. Czasem bowiem trzeba oddalić się o kilka kroków, żeby móc widzieć szerzej, dostrzegać więcej i doceniać pełnię obrazu, który się przed nami maluje.  

Tak szczęśliwie Bóg pokierował moimi drogami, że po dość burzliwych wydarzeniach w życiu trafiłam do odbudowującego się oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w moim rodzinnym mieście. Później zaczęłam jeździć na rekolekcje KSM-owe, zjazdy, bale i tak niepostrzeżenie KSM stał się bardzo ważnym aspektem mojej codzienności. W tamtym czasie obecność we wspólnocie pozwoliła mi nie tylko wytrwać w wierze, ale także znacznie ją pogłębić. Dopiero wtedy nawiązałam osobistą relację z żywym Bogiem.  Częsta formacja pozwoliła mi zrozumieć wiele kwestii dotyczących religii i Kościoła, które dla młodego człowieka potrafią być bardzo nurtujące.  Z czasem całkowicie zmieniło się moje postrzeganie Eucharystii i modlitwy – zaczęłam odczuwać pokój i radość, jakie płyną z bliskości Chrystusa.  

Wspólne dążenie do zbawienia poprzez ciągłe nawracanie i przybliżanie się do Boga jest niewątpliwie najważniejszym celem a zarazem korzyścią, jaka płynie z bycia w KSM. Nie mogę jednak przemilczeć ogromu łask, które otrzymałam poprzez drugiego człowieka. Możliwość przebywania w towarzystwie młodych, którzy wyznają te same wartości, jest czymś niezastąpionym.  We wspólnocie poznałam osoby, z którymi mogłam i mogę nadal porozmawiać w całkowitej szczerości i otwartości. To jest coś bardzo cennego.  Relacje z KSM-owiczami potrafią też być bardzo zaskakujące! Często zdarzało się, że kiedy akurat potrzebowałam słowa wsparcia, ktoś niespodziewanie przesyłał mi fragment Pisma Świętego. Nierzadko niepozorna rozmowa potrafiła bardzo głęboko mnie poruszyć i w zadziwiająco łatwy sposób odkryć coś, co było starannie ukryte. To właśnie KSM-owiczom udało się mnie namówić na pójście na pieszą pielgrzymkę. To był prawdziwy cud, ponieważ kiedyś niechęć do chodzenia była moją nieodłączną cechą. Takie momenty bardzo wpłynęły na mój rozwój duchowy i emocjonalny. To właśnie dzięki takim zdarzeniom, dzięki drobnostkom odkryłam działanie Ducha Świętego w moim życiu. 

Bycie częścią KSM przynosi nie tylko owoce natychmiastowe. Teraz, kiedy studiuję, mieszkam w większym mieście, daleko od domu, zaczynam widzieć, jak piękny plon wydaje ziarno zasiane w tej wspólnocie. To wszystko, co otrzymałam, teraz owocuje. Bowiem po wyjeździe na studia nie udało mi się od razu znaleźć wspólnoty, w której mogłabym wzrastać, a szukanie drogi do Boga w pojedynkę zawsze jest trudniejsze. Nie zostałam jednak pozostawiona sama sobie. Poprzez formację w KSM zostałam uposażana w “broń”, która służy mi do walki o życie w Prawdzie. To w KSM zrozumiałam, jak ogromna moc płynie z Pisma Świętego, nauczyłam się modlitwy psalmami, pokochałam modlitwę różańcową.  Czasem w życiu przychodzą takie momenty, kiedy brakuje nam słów, by wyrazić to, co czujemy. Wtedy posługujemy się cytatami, przytaczamy wiersze, śpiewamy piosenki. Tak samo jest z modlitwą. Chociaż ta spontaniczna, własna modlitwa jest piękna i szczera, to naprawdę warto jest sięgać do Słowa, które dał nam sam Bóg.  

Dziś czuję ogromną wdzięczność. Wdzięczność za bliskość Boga, za bliskość drugiego człowieka, za wiarę, za szczerość, za otrzymaną wiedzę. Jestem wdzięczna Bogu, całej wspólnocie i każdemu, kto tę wspólnotę tworzy. Jestem wdzięczna też Tobie, jeśli dalej czytasz te słowa.  Skoro jednak tak wiele otrzymałam, to nie mogłam napisać tylko dwóch zdań. Z perspektywy czasu wiem, że bycie częścią KSM-u miało ogromy wpływ na to, kim jestem teraz. Wiem też, że trzeba nam doceniać skarb, jakim jest ta wspólnota!  

“Chodzi więc o to, bracia, że każdy ma jakiś dar – śpiewu, nauczania, objawiania Bożych tajemnic, języków, tłumaczenia językówKiedy się gromadzicie, niech one wszystkie służą wzajemnemu budowaniu.” (1Kor 14,26) 

Kasia Ziółkowska, Giżycko, Św. Brunon